...bo perły są dla babć albo do sukni ślubnej!

    Słyszałyście to kiedyś? Założę się, że tak. Utarło się, że perły wymagają albo siwego koka i garsonki, albo białego welonu i pompatycznej atmosfery. A gdyby tak wrzucić je w sam środek surowej, industrialnej Stoczni Gdańskiej, zestawić z luźnymi pasiakami, tatuażami i prażącym słońcem?

    Dzisiaj rano spakowaliśmy się z Jackiem i ruszyliśmy do Gdańska. Powód? Tajemnicza współpraca-niespodzianka, o której już niedługo Wam opowiem! Ponieważ upał dawał się we znaki, postanowiliśmy wykorzystać wolną chwilę i zgubić się między stoczniowymi żurawiami i metalowymi rzeźbami.

    I to właśnie tam, w pełnym słońcu, pomyślałam o tym, jak bardzo lubimy szufladkować – ludzi, rzeczy i styl.

Pani Tyci prezentuje komplet - choker i bransoletkę Łabędź z pereł i kamienia księżycowego na tle metalowych rzeźb

Pani Tyci prezentuje pełną stylizację - prosty czarny top, spodnie w czarno białe pasy - na tle metalowych rzeźb na terenie Stoczni Gdańskiej.

    Na moim dekolcie i nadgarstku lśnił mój autorski komplet Łabędź – choker i bransoletka, które stworzyłam z pereł słodkowodnych i kamienia księżycowego. Kamień księżycowy ma w sobie tę niesamowitą, intuicyjną energię, a perły... perły dla mnie nie mają wieku ani sztywnych ram. Uwielbiam to, jak ich delikatny, niemal mistyczny blask łamie surowość czarnego topu i ciężar stoczniowego złomu. Dają mi poczucie kobiecości na moich własnych warunkach. Bez gorsetów i zadęcia.

Moda to nie kwestia dopasowania się do zasad, ale wyrażenia tego, co gra nam w duszy.

    A skoro o dopasowaniu mowa... Spójrzcie na drugiego bohatera tych zdjęć. Oto Jacek, czyli mój Pan Starszy. Ja – Pani Tyci – w pasiastej, artystycznej stylizacji i perłach. On – w luźnym, turkusowym T-shircie, sportowych szortach i sneakersach z jaskrawymi sznurówkami.

Pan Starszy prezentuje sportową turkusowo-granatową stylizację na tle metalowych rzeźb na Stoczni Gdańskiej

    Wizualnie? Dwa różne światy. Ktoś z boku mógłby powiedzieć: „Oni do siebie nie pasują!” - i to jest najpiękniejsza lekcja z naszych podróży. W relacjach wcale nie chodzi o to, by wyglądać jak wycięci z jednego katalogu. Nie musimy nosić takich samych ubrań, by iść w tym samym kierunku. To, co nas naprawdę łączy z Panem Starszym, dzieje się na zupełnie innym poziomie. To pokrewieństwo energetyczne, wspólny kod psychologiczny i – przede wszystkim – wnioski, jakie wyciągamy z naszych wspólnych życiowych doświadczeń. Patrzymy na świat przez inne okulary, ale widzimy te same wartości.

    Można nosić perły do trampek i stoczniowego kurzu. Można być parą z zupełnie innych bajek stylistycznych, ale pisać razem najlepszą historię. Ważne, żeby to było Wasze. Autentyczne.

A Wy? Nosicie perły na co dzień, czy czekają w szufladzie na „wielkie wyjście”?

Komentarze